Natchnęła mnie piosenka Ed'a Sheerana - "Give me love". Wielkie dzięki za 700 wejść, a konkretnie za 200 w dwa dni :D
******************************************************
Codziennie, mozolnie, przez całe 6 miesięcy skreślałaś dni w kalendarzu oczekując tylko jednej daty : 25 czerwca. To wtedy miałaś go wkońcu zobaczyć. Razem ze swoim zespołem wyjechał na kilku-miesięczną trasę po Stanach Zjednoczonych, i przez natłok koncertów prawie wogóle nie mieliście ze sobą kontaktu. Stęstknłaś się za nim. Cholernie się stęskniłaś. Chciałaś znowu się do niego przytulić, pocałować, lub choćby dotknąć jego skóry, która w okolicach szyji zawsze pachniała Twoim ulubionym zapachem od Armaniego. Jest godzina 4:00 nad ranem, on będzie dopiero o 21:00, a Ty siedzisz jak na szpilkach. Chodzisz wkoło, obgryzajac paznokcie, i tylko co 5 sekund nerwowo spoglądać na zegar, którego nawet o odrobinę nie chciay się przesunąć wskazówki. W końcu po kilku godzinach oczekiwań, bez chwili odpoczynku postanowiłaś wziąść jakiś środek nasenny, by choćby na chwilę się uspokoić, i pozwolić na odrobinę snu. Podeszłaś do pudełeczka z lekami, które było w kuchni. Zobaczyłaś pudełko, które było tym lekiem, albo miało wręcz takie samo opakowanie. Wzięłaś z 5, bo chciałaś się chwilę przespać, a one były prawdopodobnie jakieś naturalne, z ziół. Przynajmniej tak myślałaś. Nie minęło 10 minut, a zamknęły Ci się oczy, a Ty straciłaś kompletne czucie w mięśniach.... Zapadłaś w sen.
*10 godzin później*
Obudziłaś się, bo promyki już wieczornego Słońca dawały się we zanki. Lekko się przeciągnełaś. Zerknęłaś na zegar : 20.00. Postanowiłaś już pojechać na lotnisko, gdyby były jakieś korki na drogach.
*45 minut później*
W końcu dotarłaś na lotnisko. Miałaś rację, korki ciągnęły się, aż do samego centrum miasta. Szybko odnalazłaś gate, z którego mieli wychodzić chłopcy. Oparłaś się o barierkę, bo zrobiło Ci się dość słabo. Nagle usłyszałaś przeraźliwy pisk, prawdopodobnie fanek. Odwróciłaś głowę w stronę wyjścia dla pasażerów. W końcu ich zobaczyłaś. Szli w Twoją stronę. Zaczęłaś biec. W koncu się z nim spotkałaś. Wpiłaś się w niego, jak magnes do magnesu. Obkręcił Cię dookoła. Nareszcie razem - powiedziałaś przez łzy do ucha Hazzy, na co on tylko pocałował Cię namiętnie na oczach wszystkich fanek.
*5 lat później*
Harry dotrzymał słowa. Już nigdy nie zostawił Cię na czas trasy koncertowej. Wasz wiązek przetrwał wszytskie próby, a na dowód Waszej miłości, urodziła wam się córeczka, którą nazwaliście Hope- nadzieja. Koniec.
**********
Wiem, imagin do dupy, ale weny brak.... -.-
******************************************************
Codziennie, mozolnie, przez całe 6 miesięcy skreślałaś dni w kalendarzu oczekując tylko jednej daty : 25 czerwca. To wtedy miałaś go wkońcu zobaczyć. Razem ze swoim zespołem wyjechał na kilku-miesięczną trasę po Stanach Zjednoczonych, i przez natłok koncertów prawie wogóle nie mieliście ze sobą kontaktu. Stęstknłaś się za nim. Cholernie się stęskniłaś. Chciałaś znowu się do niego przytulić, pocałować, lub choćby dotknąć jego skóry, która w okolicach szyji zawsze pachniała Twoim ulubionym zapachem od Armaniego. Jest godzina 4:00 nad ranem, on będzie dopiero o 21:00, a Ty siedzisz jak na szpilkach. Chodzisz wkoło, obgryzajac paznokcie, i tylko co 5 sekund nerwowo spoglądać na zegar, którego nawet o odrobinę nie chciay się przesunąć wskazówki. W końcu po kilku godzinach oczekiwań, bez chwili odpoczynku postanowiłaś wziąść jakiś środek nasenny, by choćby na chwilę się uspokoić, i pozwolić na odrobinę snu. Podeszłaś do pudełeczka z lekami, które było w kuchni. Zobaczyłaś pudełko, które było tym lekiem, albo miało wręcz takie samo opakowanie. Wzięłaś z 5, bo chciałaś się chwilę przespać, a one były prawdopodobnie jakieś naturalne, z ziół. Przynajmniej tak myślałaś. Nie minęło 10 minut, a zamknęły Ci się oczy, a Ty straciłaś kompletne czucie w mięśniach.... Zapadłaś w sen.
*10 godzin później*
Obudziłaś się, bo promyki już wieczornego Słońca dawały się we zanki. Lekko się przeciągnełaś. Zerknęłaś na zegar : 20.00. Postanowiłaś już pojechać na lotnisko, gdyby były jakieś korki na drogach.
*45 minut później*
W końcu dotarłaś na lotnisko. Miałaś rację, korki ciągnęły się, aż do samego centrum miasta. Szybko odnalazłaś gate, z którego mieli wychodzić chłopcy. Oparłaś się o barierkę, bo zrobiło Ci się dość słabo. Nagle usłyszałaś przeraźliwy pisk, prawdopodobnie fanek. Odwróciłaś głowę w stronę wyjścia dla pasażerów. W końcu ich zobaczyłaś. Szli w Twoją stronę. Zaczęłaś biec. W koncu się z nim spotkałaś. Wpiłaś się w niego, jak magnes do magnesu. Obkręcił Cię dookoła. Nareszcie razem - powiedziałaś przez łzy do ucha Hazzy, na co on tylko pocałował Cię namiętnie na oczach wszystkich fanek.
*5 lat później*
Harry dotrzymał słowa. Już nigdy nie zostawił Cię na czas trasy koncertowej. Wasz wiązek przetrwał wszytskie próby, a na dowód Waszej miłości, urodziła wam się córeczka, którą nazwaliście Hope- nadzieja. Koniec.
**********
Wiem, imagin do dupy, ale weny brak.... -.-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz